Blog o stanie kobiet konsekrowanych

Cały stan kobiet konsekrowanych dedykowałam trzem Papieżom:

oraz

a następnie oddałam Matce Bożej,

który to fakt mam poświadczony jasnogórskim dokumentem.

Skoko: rok 2022

Pomoc dla Ukrainy

W Krakowie m. in. na witrynie Archidiecezji Krakowskiej można znaleźć numer konta do wpłat dla Uchodźców z Ukrainy, listę potrzebnych rzeczy oraz adresy, gdzie można je przynosić.

16 maja 2022 r., wspomnienie obowiązkowe św. Andrzeja Boboli, jezuity

Wiara w czyściec ma charakter deklaratywny, tzn. może być deklaracją przynależności do chrześcijaństwa zachodniego. Może też być częścią rękojmi tej przynależności, gdyby ktoś się niepokoił i nie umiał się odnaleźć. Jeśli wierzysz w czyściec, jesteś częścią chrześcijaństwa zachodniego. Natomiast doskonałym podręcznikem wiary w czyściec jest Traktat o czyśćcu św. Katarzyny Genueńskiej, która może kiedyś otrzyma za ten tekst tytuł doktora Kościoła. Polecam to zwięzłe dzieło jako lekturę w naszych trudnych czasach.

25 kwietnia 2022 r., tydzień miłosierdzia

Pamiętacie na pewno, że do końca kwietnia trzeba rozliczyć poprzedni rok oraz o możliwości przeznaczenia części podatku na wybraną organizację pożytku publicznego.

10 marca 2022 r., Niedziela Palmowa

Baranek Wielkanocny 2022, rys. RK

24 marca 2022 r.

W maju odbędzie się beatyfikacja Sługi Bożej Pauliny Jaricot, założycielki Żywego Różańca. Przy tej okazji chciałabym dopowiedzieć jedną rzecz: Dla stanu kobiet konsekrowanych zaproponowałam, jako możliwość modlitwy dodatkowej (fakultatywnej), Róże Aniołów Stróżów. To zachęta do pielęgnowania wiary oraz możliwość dla osób, które bardzo chcą być zelatorami w róży różańcowej, ale nie widzą dla siebie takiej możliwości (nie wiedzą skąd wziąć do róży jeszcze 19 osób), to także pomysł dla osób, które potrzebują modlitwy wstawienniczej oraz dla osób boleśnie doświadczających samotności. Osoba, która zakłada taką różę Aniołów Stróżów najpierw prosi w modlitwie Aniołów Stróżów osób, które mogłyby utworzyć taką różę, żeby w ich imieniu podjęły taką modlitwę różańcową. Zelatorka modli się rzeczywiście, zgodnie ze zmiankami tajemnic różańca, czyli jedną tajemnicą różańca, w ewangelizacyjnych intencjach papieskich na dany miesiąc. Tym sposobem, z pomocą naszej wiary w Aniołów Stróżóch, 20 osób ma odmówiony codziennie cały różaniec. Różaniec będzie odtąd odmawiany przez Aniołów Stróżów codziennie, nawet jeśli nie odmówi ich zelatorka. Warunkiem jest jej wiara w to, że taka róża rzeczywiście powstała. Można więc pozostać nawet na praktywowaniu samej wiary w takie modlitewne dzieło, gdyż pierwszym celem róż Aniołów Stróżów jest wiara w ich istnienie. Można pozostać zelatorką pozornie samotną, ale jak najbardziej można też znaleźć te 19 osób. Cały odmówiony różaniec zakańcza się litanią do Aniołów Stróżów. Kobiety konsekrowane w stanie kobiet konsekrowanych mogą uczestniczyć w formacji Żywego Różańca Sługi Bożej Pauliny Jaricot, ale pod warunkiem, że nie będzie to kolidowało z obowiązkami stanowymi. Nie mogą natomiast założyć swojego stowarzyszenia o różańcu.

11 marca 2022 r.

Suchy prowiant dla intelektu i uczuć dla pomagających

Gdyby ktoś chciał, coś takiego można znaleźć w Szkole bycia pro-vie, w witrynie Życie? Tak, na Skoko.pl oczywiście, także w witrynie o mediacjach win win i jeszcze w E-pakiecie autorskim, a jeśli ktoś by potrzebował czegoś odleglejszego tematycznie, to zapraszam do mojej witryny o malarstwie. Wszędzie tam można próbować także odrobinę odpocząć, zajmując choć na kilka minut uwagę innymi treściami, niż wojna na Ukrainie.

2 marca 2022 r., początek Wielkiego Postu

Zachęcam bardzo do modlitwy o pokój na różańcu. W niedziele — cz. chwalebna, w poniedziałki — cz. radosna, we wtorki — cz. bolesna, we środy – cz. chwalebna, w czwartki — cz. światła, w piątki — cz. bolesna, w soboty — cz. radosna. To jest porządek, który podał św. Jan Paweł II w liście poświęconym tej właśnie modlitwie.

24 lutego 2022 r.

Chciałam powiedzieć, że po małym odświeżeniu mojej pamięci co do wydarzeń historycznych, ale książkę mam z tekstem dla szkół średnich (zob. cytat), dziś przebaczyłam Jałtę także Wielkiej Brytanii, a moje przebaczenie oddałam Matce Bożej w 10-ciu Jej tytułach Panu Bogu wiadomych, czyli ja nie wiem w jakich. Nie mogłam tego zrobić wcześniej, gdyż nie rozumiałam co się mogło wydarzyć, jeśli chodzi o Wielką Brytanię, ale mogło się wydarzyć mniej więcej to, że Wielka Brytania w Jałcie poparła Amerykanów, żeby nie byli osamotnieni w ich błędzie, gdyż nie było na to warunków, żeby dokładnie wyjaśniać zaistniałą sytuację, a trzeba było podjąć decyzję. Chciałabym też dodać, że ani o Jałcie, ani o Wilnie, ani o Lwowie nie wolno było mówić za Żelazną Kurtyną. Znam barok wileński i barok lwowski, ponieważ startowałam w liceum dwukrotnie w olimpiadach z historii sztuki właśnie z tymi dwoma dowolnymi tematami, oraz z tematem o Kaplicy Zygmuntowskiej (to były lata 1986—1987, jeśli dobrze pamiętam). Moje zwycięstwo w tamtych olimpiadach dokładnie na tym polegało, że z takimi tematami startowałam i zostały one przyjęte, tzn. otrzymałam zgodę, żeby je przed komisją referować. Sztuka (przyjęty i rozwinięty talent, czyli dar od Boga, przejawiający się w konkretnych dziełach) jest aż tak ważna, aż tak silna i aż tak mądra.

„Kiedy wojna w Europie weszła już w ostatnią fazę, a III Rzesza znalazła się w przededniu klęski, Wielka Trójka przybyła na konferencję do Jałty na Krymie. Obrady trwały od 4 do 11 lutego 1945 r., a ich treścią były różne problemy, takie jak ostateczne pokonanie Niemiec, sprawa okupacji ich terytorium i odszkodowań wojennych, powołanie organizacji międzynarodowej w celu utrzymania pokoju i bezpieczeństwa, plany odbudowy wyzwolonej Europy, a także problem polski, który zajął sporo czasu. Omawiając to zagadnienie, skoncentrowano się na sprawie władzy i granic. Uzgodniono, że powinien powstać w Polsce Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej z połączenia dotychczasowegj Rządu Tymczasowego RP (przekształconego w KPWN) z reprezentantami ugrupowań politycznych emigracji. Rząd ten miał przeprowadzić możliwie jak najszybciej demokratyczne i nieskrępowane wybory. (...) W Jałcie powołano komisję dobrej woli z siedzibą w Moskwie, której zadaniem było przygotowanie porozumienia polskich ugrupowań politycznych, mających utworzyć nowy rząd. Komisja składała się z przedstawicieli trzech mocarstw. Rząd polski premiera T. Arciszewskiego odrzucił decyzje jałtańskie, ponieważ zapadły bez udziału Polaków. Alianci zachodni nie zamierzali bronić interesów Polski i oddali ją pod władzę Stalina w zamian za inne ustępstwa Moskwy, dla nic korzystniejsze„ [Borucki 2005: 284].

16–17, 23 lutego 2022 r.

Gietrzwałd, fot. RK Kraków, fot. RK Kraków 2, fot. RK Przemyśl 1, fot. RK Przemyśl 3, fot. RK

Chciałam powiedzieć, że przebaczyłam Amerykanom (właśnie dziś, tj. 16 lutego) Jałtę (krótka informacja dla osób, które nie wiedzą oco chodzi: w wyniku decyzji po zakończeniu II-giej wojny światowej w Jałcie Polska znalazła się w obszarze wpływów Rosji jako jednego z trzech głównych zwycięzców tamtej wojny, co okazało się naszą nową niewolą aż do 1989 roku), a moje przebaczenie oddałam prawie natychmiast Matce Bożej Gietrzwałdzkiej (w Gietrzwałdzie miało miejsce jedno z uznanych w Kościele Rzymskokatolickim objawień Maryjnych). Uważam, że to nie była zła wola, ale brak dostatecznej ilości informacji o Polsce, dosłownie o naszej historii, gdyż ona najwyraźniej przejawia się w zabytkach architektury i sztuki sakralnej (wczesnochrześcijańskiej [przykład: katedra św. Wacława na Wawelu {mam na myśli pierwszą katedrę, czyli przedhermanowską}], renesansowej [przykład: Kaplica Zygmuntowska] i barokowej [przykład: kolegiata św. Anny w Krakowie]), a mniej w bieżącym nurcie zdarzeń. Przebaczenie to uważam, że jest potrzebne, żeby z całą pewnością nie było na ten temat jakiegoś zaniedbania, żeby sobie uświadomić możliwe istnienie tego typu rany, żebyśmy mogli dobrze o sobie nawzajem myśleć i obdarzać zaufaniem. Na pewno wielu ludzi w Polsce Jałtę przebaczyło w sercach, gdyż my chętnie przebaczamy, czego chyba najmocniejszym wyrazem był w latach 60-tych XX-go wieku list biskupów polskich do biskupów niemieckich o wzajemnym przebaczeniu, a to było przecież coś nieporównywalnego. Tu chodzi o niezamierzony błąd (przecież mówi się, że śś. Cyryl i Metody to misjonarze Słowian i nawet ułożyli dla Słowian alfabet, cyrylicę, a my jesteśmy Słowianami; tak, to prawda, ale my nasz język zbudowaliśmy na łacinie, będąc Słowianami, nie na cyrylicy; naprawdę i na pewno, choć tak daleko od Polski rzeczywiście można było tego nie wiedzieć tuż po II-giej wojnie światowej). Polska jest tym samym w kulturze zachodniej, czym Liguria w geografii: jest częścią kultury zachodniej (chrześcijaństwa zachodniego), choć znajduje się w Europie środkowej i środkowowschodniej. Na podobnej zasadzie jak Liguria ma klimat śródziemnomorski taki, jak na południu Włoch, choć mieści się prawie na północy Włoch. Trzeba też wiedzieć, że pas wschodniej Polski jest odrobinę inny, ponieważ mamy tam pełną komunię ze Stolicą Apostolską także w obrządku wschodnim; mamy tam bowiem też unitów, czyli Kościół Grekokatolicki, który bardzo dobrze się ma obok Kościoła Rzymskokatolickiego. Różnica polega na obrządku, natomiast nie ma różnic teologicznych. Unici wzięli się z unii brzeskiej w 1596 roku.

Jeśli chodzi o architekturę, to nie mamy czegoś lepszego, niż mają Czechy lub Węgry, ale mamy po prostu inną jakość: oni wykształcili odmienny i unikatowy, a przez to bezcenny styl zgodny z ich historią i geografią, a my mamy zgodność z naszą gościnnością i zamiłowaniami do sztuki włoskiej, więc to zaowocowało zupełnie niebywale, co zauważają właściwie tylko historycy sztuki. W baroku natomiast owoce te poszły jeszcze dalej w świat (na północ i na wschód) i dzięki temu pojawiło się równie unikatowe zjawisko, tzw. barok wileński i barok lwowski. Różnica jest taka, że w Krakowie mamy przykładowo kościół śś. Piotra i Pawła, który jest prawie wierną kopią kościoła Il Gesù w Rzymie i właśnie tym się zachwycamy, że mamy w Krakowie taką prawie wierną kopię tego wspaniałego dzieła włoskiej architektury. Podczas gdy w Wilnie i we Lwowie postały endemicznie: barok wileński i barok lwowski. Kolejne zjawiska w historii sztuki UNIKATOWE!, jedno na Litwie, a drugie na Ukrainie. O tym, że Budapeszt i Praga są wyjątkowe nie trzeba w tych kontekstach mówić, gdyż to wszyscy widzą i wiedzą, ponieważ mają te przepiękne miasta inne położenie geograficzne. Ta architektura z kolei w panoramie miasta wydaje się na pierwszy rzut oka taka jakby czerpała wzorce z gotyku katedry w Mediolanie, ale nie orientuję się w tym, więc nie wiem jakie jest rzeczywiste jej pochodzenie. Słowackiej architektury sakralnej nie znam, więc wcale nie mogę się wypowiedzieć.

O pierwszej katedrze na Wawelu

„Badania archeologiczne odsłoniły na wschód od katedry pozostałości obszernej trójnawowej bazyliki z transeptem, w którym znajduje się empora. Bazylika ta datowana jest na lata dwudzieste XI w.” (Rajman 2004: 50).

„Przenikała nad Wisłę «pierwsza sztuka romańska» (od połowy w. X do lat około r. 1070), której cechą były albo dość długie odcinki łamanego kamienia (appareil allongé), albo regularne ciosy najczęściej małych, ale i średnich wymiarów (petit lub moyen appareil, na murach zaś ślepe arkady i arkadkowe fryzy (bandes lombardes) oraz brak ozdobności. W Krakowie na Wawelu odkopano znaczne relikty murowanej «katedry Chrobrego», której budowlę umożliwił zapewne pokój w Budziszynie, zawarty w r. 1018. Zachowała się tylko część wschodnia bazyliki, zbudowana z małych kostek piaskowca (...). Otrzymała ona wyrazisty transept, różniący się od wcześniejszych bazylik wielkopolskich, opatrzony od wschodu dwiema symetrycznie rozmieszczonymi absydami i dwiema emporami w ramionach, wspartymi każda na dwóch kolumnach. Środkowa część transeptu odwierała się na silnie podwyższony chór z apsydą, pod którym mieściła się, częściowo zachowana, trójnanowa, sklepiona krypta. Nawa główna była może drewniana jako pozostałość pierwszej, prowizorycznej katedry, wzniesionej zaraz po r. 1000” (Dobrowolski 1974: 35).

Chciałabym w tym miejscu zwrócić uwagę na pojawiające się dwuznaczności w rozumieniu pewnej konstrukcji wypowiedzi, która dotąd (przed rokiem 1989) była oczywista w swojej jednoznaczności: „Przenikała nad Wisłę «pierwsza sztuka romańska»” wraz z dalszą częścią zdania, znaczyło dotąd całą sztukę romańską tamtych czasów (co można było doprecyzować i nazwać sztuką wczesnoromańską), czyli sztukę romańską w jej najlepszym wydaniu, co należy rozumieć filozoficznie, czyli jako wypowiedź o rzeczywistości, która tworzy rodzaj pauzy w myśleniu, czyli krótkotrwałe zadziwienie, po którym następuje kolejna porcja wiedzy: cechą sztuki wczesnoromańskiej, która do nas wtedy przenikała były wymienione w powyższym cytacie jakości kamienia. Nie znaczyło to więc, że przenikała do nas sztuka wczesnoromańska o takich cechach, a inna nie, gdyż przenikała cała, ponieważ Polska była państwem, które przyjęło chrzest w obrządku łacińskim. Teraz natomiast pojawia się bardzo ciekawy obszar dla nowych badań: co naprawdę Autor miał na myśli, a co myśmy przeczytali.

Wracając jednak jeszcze na chwilę do architektury wczesnoromańskiej w Polsce warto pewnie zauważyć, że nie jest oczywista sytuacja pozostawienia drewnianej części prezbiterium, jeśli cały kościół był już murowany. Coś musiało tam być takiego, co nadawało wartości (niekoniecznie materialnej) zachowanej części drewnianej, która przewyższała wartość (albo jakość) ciosów kamiennych. Może zdobiły je cenne malowidła. Jeśli tak, byłyby to na pewno najstarsze malowidła ścienne zachowane w Polsce, oczywiście gdyby się zachowały (tymczasem miano to przyznano freskowi z XV w, w Toruniu, przedstawiającemu króla Artura). Istnieje koncepcja dwóch faz budowlanych tej świątyni (Rajman 2004: tamże), ale może to były jednak dwie różne budowle. Przecież jakże mogła być realizowana jej druga faza w czasach Bolesława Śmiałego? To już zupełnie inne lata.

Reasumując: uczciwie rzecz biorąc Polska jest właśnie aż tak trudna, ale jedność chrześcijaństwa sprzed czasów schizmy przedostawała się do naszej świadomości nawet w czasach nowej niewoli (mam na myśli lata 1945–1989): „Wznoszone po r. 966 kościoły kamienne pozostawały w zgodzie ze zwyczajami chrześcijańskiego Zachodu, który przywiązywał szczególną wagę do budowli z kamieni ciosanych (lapides quadrati, politi), symbolizujących doskonałość wyznawcy” (Dobrowolski 1974: tamże).

Historia Polski zapisana w naszych polskich zabytkach (ważniejsze przykłady)

Sztuka przedromańska i wczesnoromańska (900—1120)

Sztuka romańska (1120—1200)

Sztuka późnoromańska (1200—1250)

Powyższe przykłady to w dużej mierze dziedzictwo kultury i sztuki chrześcijańskiej zachowane!, a nie tylko zrekonstruowane. Nie są to też neostyle! Tylko żywa i pierwotna tkanka sztuki chrześcijańskiej z X—XIII wieku, chrześcijaństwa ZACHODNIEGO!, które myśmy dla siebie w wolności wybrali (zdecydował o tym Mieszko I w 966 roku). Wciąż niszczy się naszą kulturę! Nie maniery, ale świadki minionych lat zachowane w zabytkach! W Krakowie mamy sanktuarium św. Kazimierza Jagiellończyka, królewicza. Kościół ten jest w opłakanym stanie od kilku już lat! Trzeba go ratować i przypomnieć, że mamy także w św. Kazimierzu Królewiczu orędownika w trudnych i bardzo trudnych sprawach Polski. Piszę o tym tak mocno, gdyż osobiście słyszałam wypowiedź kogoś z młodszego pokolenia, że Polska jest krajem tylko rolniczym! Przecież jak można tak zakłamywać prawdę o nas: o Polsce i o Polakach!

C.d. być może n., choć czy trzeba? Czy tyle to za mało skarbów do ratowania i do ochrony?

15 lutego 2022 r.

Powołanie nasze (w stanie kobiet konsekrowanych), a właściwie jego życiowa dynamika, finalnie okazuje się wyjaśnialna najprościej z pomocą... spływów kajakowych. Kto był na Suwalszczyźnie na takich spływach, wie że raz płynie się z prądem rzeki, a innym razem pod prąd. Pierwsze jest łatwiejsze, ale drugie prawie tak samo proste, gdyż ten prąd jest bardzo, bardzo łagodny. Finalnie więc tylko taka jest ta różnica, a nie jakaś ekstremalna: płyniemy pod ten bardzo, bardzo łagodny prąd i tak to musi zostać, gdyż to jest finalny skutek, czyli najłagodniejszy z możliwych, doświadczenia w przeszłości bycia osobą poszkodowaną przez bardzo poważne i często niemożliwe do udowodnienia ukryte formy przemocy.

14 lutego 2022 r., wspomnienie liturgiczne śś. Cyryla i Metodego

Na portalu Deon.pl można znaleźć ciekawe artykuły, które można nie tylko czytać, ale też komentować, choć komentarz ma ograniczenie co do znaków (nie może ich być więcej, niż 1000). Wpis poniżej (z 11-go lutego) jest takim moim komentarzem, który się nie zmieścił w całości. Dziś natomiast inny mój komentarz (nie wiem czy przeszedł pomyślnie moderację) sprawił skutek nieoczekiwany: zmiany mojego oczywistego rozumienia tej części modlitwy Zdrowaś Mario..., w której prosimy Matkę Bożą o modlitwę wstawienniczą za nas słowami teraz i w godzinę śmierci naszej, amen. W komentarzu przypomniałam zdanie, które znalazłam w książce z kazaniami Emerytowanego Ojca Świętego Benedykta XVI-go, które jako kardynał wygłosił św. Janowi Pawłowi II na Wielki Post w latach 80-tych XX-go wieku. Bardzo lubię to zdanie: „Jezus jest śmiercią śmierci”. Można dzięki niemu zupełnie oderwać się od własnej doczesności modląc się modlitwą Zdrowaś Mario, gdyż pokonuje tę ostatnią barierę ludzkiego lęku, czyli lęku przed śmiercią, zauważając, że prosimy o modlitwę za nas teraz i także w godzinę Sądu Ostatecznego (dotąd [dosłowanie całe dotychczasowe moje życie] było dla mnie oczywiste, że w modlitwie tej proszę Matkę Bożą o Jej wstawiennictwo w godzinę mojej śmierci), żebyśmy nie polegli w grzechach naszych, ale mając takie niezawodne Wstawiennictwo, szczęśliwie znaleźli się na zawsze w niebie. Innymi słowy: żebyśmy się nie bali śmierci naszej doczesnej, ale stracić życie wieczne lub żebyśmy się naprawdę nie lękali i to wciąż tylko o siebie, ale żebyśmy ufnie prosili, gdyż tego od nas wymaga godność Matki Bożej. Z tego zdania dla mnie wynika dużo, dużo więcej, ale to znaczenie, dziś znalezione, okazuje się najwyraźniejsze. Pointa byłaby do tego akapitu dość prosta: nowe wyjaśnienie pojęcia paruzji: paruzja to godzina śmierci naszej. Ale bez zdania Jego Świątobliwości Ojca Świętego Seniora to nowe znaczenie tego pojęcia w ogóle nie byłoby możliwe, gdyż wyjaśniałoby się tylko stuprocentową rozpaczą.

Brakuje w brewiarzu w dzisiejszej dacie wspomnienia św. Walentego, powinno być takie wspomnienie dowolne, gdyż społeczne wykluczenie (św. Walenty jest patronem nie tylko zakochanych, ale też osób chorych psychicznie) nie jest tym samym co społeczne odrzucenie (pierwsze jest lekarstwem, a drugie przemocą).

11 lutego 2022 r., wspomnienie liturgicznie Matki Bożej z Lourdes

Brakuje w tych koszmarnych sprawach przemocy na tle seksualnym kilku jeszcze spostrzeżeń: najpierw co do tego, że najłatwiej (w sensie emocjonalnym) obwinić tego, kto z pewnością nie będzie się bronił w sposób niegodziwy, gdyż to jest pozornie bezpieczne dla obwiniających, ponadto daje to złudzenie jakiejkolwiek emocjonalnej rekompensaty ofiarom, które nie mają odwagi lub nie mają możliwości, żeby dochodzić podobnej prawdy w swoim własnym życiu, gdzie sprawcami byli ludzie świeccy lub jacykolwiek inni ludzie, a nie osoby duchowne. Emocjonalnie wydaje się więc niektórym ofiarom, że lekarstwem na te rany jest wskazanie jakiegokolwiek innego podobnego nadużycia i zajęcie się nim, gdyż to być może pozwoli im zapomnieć o ich własnej traumie. To zwykle jest oddziaływanie nie ze złej woli, ale właśnie z dobrej, więc słabo uświadomione w sensie negatywnym, silnie afektywne, a nie merytoryczne, czy metodyczne. Druga możliwość byłaby następująca: ciągłe wracanie do tego typu spraw przez dociekanie jakiejkolwiek nowej prawdy na temat zdarzeń przemocy na tle seksualnym pozwala samym ofiarom z kolei pamiętać, że w ich przeszłości spotkało ich coś bardzo złego, a to czasem pomaga tym ofiarom utrzymać dość dobrą formę psychiczną po doświadczeniu przemocy, jeśli jeszcze nie przebaczyli sprawcom. Bywa też (trzecia opcja), że nie mają osoby rzeczywiście ciężko poszkodowane często żadnych innych możliwości, żeby... No właśnie, żeby co? Po pierwsze: żeby otrzymać jakąkolwiek rekompensatę ze swój ból, na który nie mają żadnych dowodów i który z tego powodu nigdy nie będzie prawnie rozpatrywaną sprawą, po drugie: czasem żeby widzieć chociaż innych sprawców ukaranych, a po trzecie: czasem żeby poczuć się wreszcie bezpiecznie (jednak ktoś jest obwiniany za podobne czyny). Ból ofiar tego typu przemocy (obojętnie czy dokonał jej ksiądz, czy ktoś bliski w rodzinie, czy np. jakiś pseudoterapeuta) pozostaje bólem na całe dalsze życie. Taka jest prawda, ale nie da się tego bólu rzeczywiście zmniejszać szukając winnych za wszelką cenę, jak się próbuje teraz.

9 lutego 2022 r.

Potrzebne jest rozważanie nad różnicami pomiędzy językiem werbalnym potocznym, jezykiem werbalnym racjonalnym, a językiem werbalnym afektywnym. Pierwszy jest naturalny i spontaniczny (także żargonowy), drugi buduje na dziedzictwie filozofii, a trzeci bierze się z... psychologii. Wyraźnie widać tę różnicę w sytuacji zastanawiania się czy, żeby na dużą skalę nie dochodziło do przerwania ciąży wystarczy pokonać aborcję, czy trzeba iść dalej, czyli wyjaśniać wszystkim dlaczego nie należy wcale przerywać ciąży. W języku racjonalnym znaczenie tego problemu jest czytelne: być może pokonanie aborcji, czyli doprowadzenie do tego, że nie dochodzi do czynu świadomego i dobrowolnego przerwania ciąży przez osoby, które mają za to karę Kościelną ekskomuniki sprawia skutek, że pojawia się możliwość dla wszystkich pokonania w ogóle procederu przerywania ciąży. Ale w języku afektywnym sens jest inny (dokładnie tego samego rozważania): jeśli ktoś mówi, żeby pokonać aborcję, to może ktoś inny powiedzieć, że istnienie przerywania ciąży wynika z walki z nią, gdyż taka jest ludzka natura, że jak jej czegoś się zabrania, to ona to robi. To rozróżnienie jest więc konieczne, żeby nie popłynąć w różne bardzo błędne wnioski. Do tego trzeba dodać pamięć o skrótach myślowych, czyli domniemanie niewinności, które pozwala dopowiedzieć sobie (w przypadku jakichś intelektualnych niejasności) kto czego na pewno nie mówi. Trzeba pamiętać o naszych rozmówcach tak bardzo, żeby czasem dosłownie ze względu na nich wybrać się na jakieś dodatkowe studia; żeby byli pewni, iż naprawdę istnieje racjonalna podstawa dla wzajemnego zrozumienia. W potocznym języku problem brzmi jeszcze inaczej: czy my walczymy „tylko” z aborcją, czy z całym procederem przerywania ciąży? Oczywiście, że chodzi nam o to, żeby w ogóle nie dochodziło do przerywania ciąży. „Po to, żeby zaludnić ziemię?” Nie, naprawdę nie po to.

3 i 4 lutego 2022 r.

W 'Szkole bycia pro-vie' zamieściłam sformułowany dziś przeze mnie pakiet rozwiązań na ratunek ludzkiemu życiu, który wydaje mi się optymalny, żeby rzeczywiście minimalizować przerywanie ciąży i aborcje.

2 lutego 2022 r., Ofiarowanie Pańskie, Matki Bożej Gromnicznej, dzień życia konsekrowanego

Zobaczcie, posłuchajcie i przeczytajcie. W tym kontekście trzeba wyjaśnić, że kobiety konsekrowane to pojęcie bardzo ogólne, gdyż mogą to być dziewice konsekrowane, świeckie kobiety konsekrowane, wdowy konsekrowane, pustelnice, a jeśli moja koncepcja zostanie uznana, to także stan kobiet konsekrowanych (który jest przestrzenią duchową właśnie dla kobiet konsekrowanych [ale w innym znaczeniu dosłownie tego samego pojęcia {nie tak bardzo ogólnym, który służy do rozróżnienia sióstr zakonnych i wszystkich kobiet konsekrowanych, ale bardziej szczegółowym: które, w ramach wszystkich kobiet konsekrowanych zauważa kobiety, które nie mogą być konsekrowanymi dziewicami, a chcą żyć życiem konsekrowanym}]). Zarejestrowałam dla stanu kobiet konsekrowanych już jakiś czas temu domenę kobiety-konsekrowane.pl, więc to się musi jakoś trzymać, to moje wyjaśnienie.

Dziś na Jasnej Górze, rano, jakaś kobieta, dosłownie taka, o jakiej się mówi, że „na pewno psychiczna” składała swoje osobiste śluby Panu Bogu w kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej. Wydarzenie było przejmujące, gdyż uklęknęła przy samym ołtarzu i czytała na głos swoje śluby. Tekstu było ogromnie dużo, więc służba porządkowa się zdenerwowała, gdyż za chwilkę miała się rozpocząć Msza św., a kobieta nie reagowała na upomnienia. Wyprowadzili ją ciut dalej, ale to też nie pomogło, gdyż dalej głośno czytała. Gdyby nie brak jej posłuszeństwa i to jej natarczywe „wielomówstwo” i jednak podniesiony głos, można by łatwo, wręcz natychmiast, pomyśleć o kobiecie opisanej w jednej z Ewangelii, która skropiła Panu Jezusowi stopy olejkiem i obmyła je własnymi łzami, a wytarła swoimi włosami. Czyż nie? Ależ nadal można było tak pomyśleć oraz, że Pan Jezus na pewno jej wynagrodzi jej odwagę i determinację. Powiedziała coś niesamowitego służbie porządkowej: „Składam Bogu swoje śluby. Wiem, że będzie za chwilę Msza św., ale to jest bardzo ważne wydarzenie, powinniście chwilkę poczekać”. Czyż nie miała racji? Naprawdę obłąkana?

Pytacie czy ja też złożyłam śluby, gdyż dziś to się miało wydarzyć (prywatne śluby wieczyste w stanie kobiet konsekrowanych)? Tak, złożyłam. Po jednej z Mszy świętych w Kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze, przed Najświętszym Sakramentem.

8 stycznia 2022 r., 1-sza sobota miesiąca

Wiem już od kilku lat, ale dziś mi się to znowu nagle przypomniało, na czym dokładnie polega trwałe uszkodzenie powołań kontemplatywnych, które w stanie kobiet konsekrowanych mają szansę się uratować. Polega ono na tym, że po ciągu różnego typu nieszczęśliwych wydarzeń, przemocy i błędach życiowych oraz w ich interpretacji na przestrzeni wielu lat życia umiejętność skupienia, która normalnie w życiu takiego powołania jest właśnie modlitwą skupienia idzie na bieżące życie, czyli jest wprzęgnięta w konieczne skupienie na sprawach doczesnych, co czyni wrażenie bycia osobą świecką (kontemplatywność duszy staje się galernikiem świata). To nawet mogłoby się trzymać, ale pojawia się różnica, której nie wypada pominąć, jeśli się myśli uczciwie: taka kobieta w stanie świeckim nigdy nie będzie na tyle szczęśliwa, żeby uznać swoje życie za spełnione. Dopiero domniemanie własne powołania i decyzja własna życia w ślubie prywatnym czystości przez kolejne lata odsłania tę duchową rzeczywistość, że to nie jest natura świecka, ale natura duchowa konteplatywna zniszczona, w ruinie. Wszystkie te odkrycia oddaje się samemu Panu Bogu. Jak Matce Bożej oddano martwego Jej Syna po zdjęciu w krzyża. Tak zniszczona dusza ma więc ogromny problem, żeby przykładowo pisać i utrzymywać uwagę kontemplatywną na Bogu, musi się skupić na pisaniu. Ruinę tę odbudowuje przemiana tej nędzy na modlitwę życiem, na trwanie w prawdzie, na modlitwę nieustanną pomimo tego okaleczenia amputacją tej umiejętności utrzymywania uwagi nieustannie na Bogu (tej umiejętności trwania w modlitwie skupienia). Nie mogę skupić całej uwagi na Bogu i pisać, gdyż wtedy się mylę, prowadząc auto muszę myśleć o drodze itd. Powołanie kontemplatywne całe i zdrowe trafia na czas do furty klasztoru, w którym chce żyć, a tam mały obszar życia i klauzura papieska tworzy warunki podtrzymujące tę zdolność, to powołanie (powołanie kontemplatywne całe i zdrowe wcale nie prowadzi samochodu). W stanie kobiet konsekrowanych warunki podtrzymujące dotyczą więc już samych ruin. Naprawdę nie ma czego zazdrościć, choć te ruiny są duchowo żywe. Pozostają jednak ruinami. Ochrania je (grodzi) życie w tzw. klauzurze duchowej, czyli pewne przyjęte i ustalone ramy życiowych ograniczeń.

Boże przebaczenie koniecznie trzeba przyjąć

Czy ta sytuacja ruin ma konkretnego winowajcę, któremu trzeba przebaczyć, żeby można było z tym tematem pójść dalej? Różnie, ale wina ludzka na pewno jest mniejsza, niż Boże przebaczenie. Akcent więc jest nie na jakimś sprawcy czy wielu sprawcach, ale na osobistej decyzji co do przyjęcia lub odrzucenia Bożego przebaczenia: jeśli osoba poszkodana przyjmuje Boże przebaczenie, przebaczy też swoim winowajcom, gdyż tak właśnie trzeba postąpić, właśnie taka postawa wobec ludzi jest uczciwa i równocześnie wspaniałomyślna wobec Boga. W następnej kolejności dopiero pojawia się czas uczenia się dobrych wzajemnych relacji, ale w jeszcze następnej (lub w bardzo dalekiej) jakiegoś rodzaju cieszenia się na widok tego, komu udało się przebaczyć. Z niektórymi natomiast rzeczywiście spotkamy się dopiero w niebie, choć otrzymali nasze przebaczenie. Dlaczego dopiero w niebie? Gdyż wina była tak wielka, że w życiu doczesnym nie da się nie być przerażonym perspektywą następnych spotkań. Ofiara ciężkiej przemocy, która się dokonała w cztery oczy, choć przebaczyła, może reagować paniką na samą myśl o możliwości spotkania tego, kto jej wyrządził jakąś dużą krzywdę. Ludzi na szczęście jest bardzo dużo na świecie, więc można tak żyć, żeby mieć nowe piękne relacje i nie musieć się konfrontować w nowym czasie 'tu i teraz' z przeszłą traumą. O jakiej skali traumy mówię? O takiej, w której najlepszym z możliwych do osiągnięcia stanem psychiki jest trwałe ustanie koszmarów sennych, które przez lata budziły w nocy z powodu własnego krzyku śniącej ofiary, a zastąpienie ich koszmarami „bledszymi” i dużo rzadszymi, a nawet zdarzającymi się sporadycznie, które na dodatek już w nocy nie budzą i przy których już się w nocy nie krzyczy, a tylko się je pamięta i wiadomo z czego się wzięły.

3 stycznia 2022 r., wspomnienie liturgiczne Najświętszego Imienia Jezus

Pewnie, jeśli w ogóle warto coś tu czytać, to notatki z poprzednich dwóch-trzech lat (linki dostępne poniżej). Pozostaje mi czekać i pracować. Jak tylko coś się wyjaśni, napiszę o tym, także pewnie w Altanie, do której jak zwykle zapraszam. Tekst i style bloga o stanie kobiet konsekrowanych aktualnie poprawiam, przepraszam więc za utrudnienia w lekturze.